5 najczęstszych kłamstw sprzedawców

Sprzedawcy w sklepach często mijają się z prawdą, wygłaszając swoje wyobrażenia na temat swoich obowiązków i praw kupującego. Czasem wynika to ze złej woli, częściej z braku przeszkolenia personelu pod kątem przepisów dotyczących sprzedaży. Poniżej przedstawiam zbiór pięciu nieprawdziwych twierdzeń, z którymi osobiście najczęściej spotkałam się jako konsumentka.

1. Obowiązuje cena w systemie, nie na metce

Sprzedawca ma obowiązek uwidaczniać ceny towarów w sposób widoczny, jednoznaczny i niebudzący wątpliwości, na towarach, w ich bliskości, w cenniku lub w katalogu.

Jeżeli sprzedawca upiera się, że nie może sprzedać Ci towaru po cenie z etykiety, bo koleżanka pomyliła się podczas naklejania cen, pozostaje Ci powołać się na art. 5 ustawy o informowaniu o cenach towarów i usług: „W przypadku rozbieżności lub wątpliwości co do ceny za oferowany towar lub usługę konsument ma prawo do żądania sprzedaży towaru lub usługi po cenie dla niego najkorzystniejszej”.

Ostatnio miałam właśnie taką sytuację w sklepie jednej ze znanych sieci drogerii (w której notabene przy każdej wizycie trafiam na tego typu nieprawidłowości). Po kilkukrotnym powtórzeniu treści wyżej przytoczonego przepisu z użyciem nazwy ustawy oraz wspomnieniem nazwy „inspekcja handlowa” kierowniczka stwierdziła, że zrobi dla mnie wyjątek i sprzeda towar po cenie z metki. Podkreślmy to: w drodze wyjątku postąpi zgodnie z prawem.

Początkowo miałam dopłacić do ceny z metki 1/3 tej ceny. Uniknęłam tego tylko dzięki znajomości przepisów i strachowi w oczach sprzedawczyń („ej, ona chyba jest prawnikiem”).

Biorąc pod uwagę, że codziennie dziesiątki tysięcy Polaków ryzykują nieświadome przepłacenie za zakupy (zwłaszcza, że błąd w oznakowaniu może zdarzyć się każdemu), a kasjerki przekazują wyssane z palca informacje tym, którzy zauważą różnicę w cenie, można dojść do wniosku, że ta sieć musi czerpać niezły zysk z tego, że nie przeszkoliła swoich pracowników w zakresie praw konsumentów.

Dla równowagi podam przykład ze wczoraj, z innej sieci drogerii. Zauważyłam różnicę w cenie przy kasie, ekspedientka sprawdziła metkę, przeprosiła mnie za błąd, z uśmiechem sprzedała mi towar za cenę wskazaną na etykiecie i po zakończeniu transakcji wzięła się za zmianę etykiety. Można? Można. Tak trzymać, Hebe! I niech sieć nr 1 bierze z nich przykład.

Więcej o rozwiązywaniu tego typu sporów znajdziesz w tym artykule.

2. Likwidacja sklepu!

Znam taką sieć sklepów z akcesoriami (torebki, biżuteria, chustki itp.), która niezmiennie miała witryny oklejone kartkami informującymi o nadchodzącej likwidacji sklepu. Co więcej, w ten sposób prezentowały się różne sklepy tej samej sieci.

Nie wiem, czy ta praktyka jest nadal stosowana, ale niezgodne z prawdą twierdzenie, że przedsiębiorca wkrótce zakończy działalność albo zmieni miejsce jej wykonywania, stanowi nieuczciwą praktykę rynkową.

Oczywiście o ile np. zaskakująco dobre wyniki wyprzedaży spowodują zmianę jednorazowego zamiaru przedsiębiorcy o zamknięciu lub przeniesieniu sklepu, to już zamierzone działanie mające na celu zachęcenie klientów do zakupu przed ogłaszaną, a w rzeczywistości nieplanowaną likwidacją, jest naganne – może wpłynąć na Twoją decyzję zakupową.

3. Nie mamy obowiązku wymiany wadliwego towaru.

Albo zwrotu ceny. Zależnie od tego, czego żądasz.

Jeszcze pod rządami starej ustawy o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej (do grudnia 2014 r.) z zasady sprzedawca musiał stosować się do tego, czy konsument domagał się naprawy niezgodnego z umową towaru, czy jego wymiany na wolny od wad.

Od chwili wejścia w życie ustawy o prawach konsumenta Twoje uprawnienie jest jeszcze szersze – możesz od razu decydować, czy chcesz naprawy, wymiany towaru, zmniejszenia ceny czy też – w przypadku wady istotnej – odstępujesz od umowy sprzedaży.

Sprzedawca ma prawo nie zgodzić się z Twoją decyzją tylko w przypadkach określonych w prawie.

4. Wada nie jest istotna

Taką wzmiankę zauważyłam w odpowiedzi na moją reklamację obuwia. Wyobraź sobie: dobry polski sklep, piękne buty (a ja kocham piękne buty), każda najmniejsza wada naprawiana tak, że towar wygląda jak nowy, a pismo od producenta… straszne. Błędy gramatyczne, ortograficzne, rozpasane przecinki w dziwnych miejscach, całość stworzona metodą kopiuj-wklej z innych pism.  I dla bezpieczeństwa przedsiębiorcy – „wada nie jest istotna”, mimo że oczywiście jest.

No chyba, że producent nie ma nic przeciwko, żebym chodziła z pękniętą czy też rozklejoną w nietypowym miejscu podeszwą przez kolejny sezon zimowy i nie wpłynie to ani na trwałość butów, ani na suchość mojej stopy.

Wada nieistotna to taka, która nie wpływa na możliwość korzystania z towaru. W innych butach odczepił mi się mały metalowy element z logo producenta – to jest wada nieistotna. A dla mnie nawet zaleta, bo nie lubię bawić się w baner reklamowy, i to za swoje pieniądze.

Pęknięcie podeszwy, o ile było spowodowane niezgodnością towaru z umową, jest wadą istotną. Musisz iść z takim obuwiem do naprawy – do sprzedawcy albo do szewca, inaczej but będzie się dalej psuł, a stopa będzie bardziej wrażliwa na warunki atmosferyczne. A naprawa trwa (u sprzedawcy, który uzna swoją odpowiedzialność), albo trwa i kosztuje (u szewca). Musisz zorganizować sobie inną parę butów, musisz tracić czas na zaniesienie i odebranie towaru albo przesyłki.

Jeżeli wada nie jest istotna, kupujący nie może odstąpić od umowy. Ja domagałam się tylko naprawy butów, natomiast sprzedawca postanowił dla bezpieczeństwa napisać, że wada nie jest istotna. Czytaj: gdybyś jednak zmieniła zdanie, to nie oddamy Ci pieniędzy, mimo że uznajemy, że towar jest niezgodny z umową. Tak na zapas.

Mam nadzieję, że do końca trwania tych dwóch lat od zakupu butów nie będę już musiała sprawdzać, czy jakość obsługi reklamacji pod tym kątem się poprawiła. A na nowe buty jak na razie nie mam ochoty. Przynajmniej nie z tego sklepu.

5. Będzie pan zadowolony

Dobry przedsiębiorca wie, że klienci wracają do doświadczonych, pomocnych i prawdomównych sprzedawców. Jednak nie każdy przedsiębiorca jest dobrym przedsiębiorcą.

Jeżeli idziesz do sklepu z farbami do ścian i chcesz zieloną farbę, sprzedawca powinien sprzedać Ci… zieloną farbę. Co prawda producenci farb lubują się w nazwach typu szmaragdowa tajemnica albo trawiasty poranek, jednak na opakowaniu zazwyczaj widnieje również sam kolor farby.

Jeżeli jednak przyjdziesz do tego sklepu i poprosisz o zieloną farbę zmywalną (taką dziecioodporną) albo farbę dla alergików, sprawa wygląda inaczej. Sprzedawca może najzwyczajniej w świecie przyznać się, że nie wie, czy dana farba ma takie albo inne właściwości. Może też potwierdzić lub zaprzeczyć, że oferowany przez niego towar nadaje się do celu zamierzonego przez Ciebie (tj. np. pomalowania pokoju dziecka albo alergika).

Może się zdarzyć, że Twoje dziecko ostatecznie pobrudzi ścianę już dwa dni po jej pomalowaniu i okaże się, że wbrew twierdzeniom sprzedawcy farba nie jest zmywalna.

W takiej sytuacji sprzedawca jest odpowiedzialny względem Ciebie za wadę fizyczną farby w postaci niezgodności towaru z umową. Towar musi mieć właściwości, o których istnieniu sprzedawca Cię zapewnił, i musi nadawać się do celu, o którym powiadomiłeś sprzedawcę, o ile nie zgłosił on zastrzeżenia co do takiego przeznaczenia towaru.

 

Być może masz zastrzeżenia do innych twierdzeń sprzedawców. Podziel się nimi w komentarzu – razem sprawdzimy, czy są słuszne.


Podziel się!
Facebook
Google+
Google+
RSS
Newsletter
SHARE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *