Oszczędzanie a spokojny sen

Nie pisałam Wam o tym, że wybieram się na konferencję FinBlog 2015, bo temat finansów osobistych nie wydawał mi się nawet w najmniejszym stopniu powiązany z ideą slow life. Jednak pięciu wspaniałych prelegentów: Michał Pałka (LiveSmarter), Maciej Samcik (Subiektywnie o finansach), Zbyszek Papiński (App Funds), Marcin Iwuć (Finanse bardzo osobiste) oraz Michał Szafrański (Jak oszczędzać pieniądze?) uświadomiło mi, że zadbanie o zabezpieczenie swoich – choćby podstawowych – potrzeb pozwala unikać wielu skomplikowanych problemów. Problem nadmiernego optymizmu finansowego dotyczy ogromnej ilości Polaków, co świadczy o potrzebie przekazywania wiedzy tym, którzy popadli w długi oraz tym, którzy żyją od pierwszego do pierwszego. Oszczędzanie nie musi boleć, jeśli jest dokładnie zaplanowane i rozłożone w czasie.

Jestem pod ogromnym wrażeniem czwartkowych wystąpień. Jednak ich odbiorcami byli przede wszystkim czytelnicy blogów o tematyce finansowej, czyli osoby już zainteresowane tematem. Głęboko wierzę, że wypunktowanie kilku prostych zasad na Wolno Mi (a także na innych blogach i portalach o tematyce innej niż finansowa) to mały krok w kierunku zwiększenia świadomości finansowej Polaków.

oszczędzanie

Informacje przekazane podczas prezentacji były podane w sposób prosty i zrozumiały dla przeciętnego Kowalskiego. W niniejszym wpisie postaram się przekazać najważniejsze z nich w jeszcze większym uproszczeniu (bądź co bądź, niełatwo jest streścić 3,5 godziny wystąpień w jednym krótkim wpisie). Ostrzegam, że słowa w/w blogerów pojawią się tu w bezpośrednim sąsiedztwie moich własnych przemyśleń. Jeżeli zainteresuje Cię ten post, będący krótkim wprowadzeniem do tematyki finansów osobistych, serdecznie zapraszam na wspomniane we wstępie strony.

Długi konsumenckie to zło

Jak nie popaść w długi? Najlepiej… w ogóle ich nie zaciągać.

Osobną kategorią są kredyty inwestycyjne, które przy odpowiednim zabezpieczeniu oraz rozsądnych inwestycjach doskonale się zwracają, oraz kredyty hipoteczne, które pozwalają na kupno dobra nietracącego gwałtownie na wartości i rozłożenie płatności dużej kwoty na kilkadziesiąt lat.

Ogromnym niebezpieczeństwem, zwłaszcza dla osób nieobeznanych w finansach, są kredyty konsumenckie. Zaczyna się niewinnie – od reklamy. Instytucje finansowe próbują udowodnić Ci, że masz więcej potrzeb lub marzeń, niż myślałeś, a możesz je spełnić bez problemu – za pomocą pożyczki lub innego kredytu. Czy nie należą Ci się porządne wczasy pod palmami? Reklamodawca twierdzi, że tak. Przecież nigdzie ostatnio nie byłeś, a wszyscy znajomi wyjeżdżają za granicę. Ośmielę się stwierdzić, że na wszystko w życiu trzeba zasłużyć. Jeśli nie masz wolnych dwóch tysięcy złotych uzbieranych na wakacje, po prostu je uzbieraj.

Po wprowadzeniu ustawy antylichwiarskiej banki zaczęły kusić niższymi niż kiedyś oprocentowaniami kredytów, gdyż obecnie maksymalna wysokość takiego oprocentowania to zaledwie 10 %. Jednak nie istnieje górne minimum opłat dodatkowych, takich jak prowizja dla banku. Rzeczywista stopa oprocentowania może więc okazać się bardzo wysoka, co zdziwi szczególnie tych kredytobiorców, którzy nie mają w zwyczaju czytać umów i podpisują wszystko, co im się podsunie. Ten uśmiechnięty pan w okienku, który podkreśla „jedynie 5 % w skali roku, to jak za darmo”, po znalezieniu kilku niezaradnych finansowo klientów sam wybierze się do ciepłych krajów. Albo, co bardziej prawdopodobne, dostanie małą premię do wypłaty, a Twoje marzenia o plaży i palmach będzie spełniał jakiś wyżej postawiony w hierarchii pracownik. Kiedy on z drinkiem w ręku będzie zastanawiał się, jak to jest, że ludzie wciąż łapią się na tak nieopłacalne dla nich produkty, Ty dostaniesz przypomnienie o płatności raty i uświadomisz sobie, że zamiast urlopu będziesz musiał wziąć nadgodziny.

Bankowe kredyty konsumenckie to jednak jeszcze całkiem przyjemna sprawa. Gorąco robi się przy pożyczkach udzielanych przez inne instytucje finansowe. Właśnie trafiłam na jedną z aktualnych ofert chwilówek, w przypadku której rzeczywista roczna stopa oprocentowania wynosi 0 %. Instytucja zarzeka się, że nie pobiera żadnych dodatkowych opłat. Jednak w przypadku opóźnienia spłaty 500 zł, pożyczonych na 30 dni, możesz uiścić dodatkową kwotę w wysokości nawet 218 zł z tytułu nieterminowości (plus ustawowe odsetki za opóźnienie). Czysty zysk! Oczywiście nie dla konsumenta.

Jeżeli stosujesz filozofię „najpierw żniwa, potem siew”, jesteś w grupie ryzyka finansowego. Spełniasz swoje potrzeby i zachcianki za pomocą nieswoich pieniędzy, które kiedyś (zapewne niebawem) będziesz musiał oddać z nawiązką. Takie postępowanie, choć niebezpieczne dla Ciebie i Twoich bliskich, jest reklamowane przez zarabiające na nim instytucje finansowe. Niestety, wielu Polaków daje się wciągnąć w tę pułapkę i żyją ponad stan. Nawet nie zauważają, że karta kredytowa to również forma kredytu…

Prawdziwy problem pojawia się wtedy, kiedy kredyt okazuje się niezbędny do zaspokojenia podstawowych potrzeb rodziny. Straciłeś pracę, nie masz na chleb. Dlatego ważne jest zbudowanie choć minimalnej finansowej poduszki bezpieczeństwa poprzez oszczędzanie, o czym piszę niżej. Tymczasem co robi świeżo upieczony bezrobotny? Bierze kredyt. Nie ma go z czego spłacić. Bierze pożyczkę, bo bank nie da mu już kredytu. Na gorszych warunkach, w podejrzanej instytucji. Po kilku miesiącach, kiedy znajdzie pracę, jest już zadłużony po uszy. Wtedy pomoże tylko intensywna terapia finansowa.

Jak pozbyć się długów?

Ponad dwa miliony Polaków nie radzi sobie ze spłatą długów wobec banków, pozostałych instytucji finansowych, operatorów telekomunikacyjnych oraz innych przedsiębiorstw.

Jeśli dłużnik jest przyzwyczajony do dostępu do pozornie łatwej gotówki, a jego dochody nie zaspokajają w pełni jego potrzeb oraz nie pozwalają na spłatę kolejnych zobowiązań, rozwiązanie wydaje się oczywiste: kolejna pożyczka. Oferty takich pożyczek – bez sprawdzania wiarygodności finansowej, w tym informacji w Biurze Informacji Kredytowej – kuszą sloganami typu „pożyczka na telefon”, „pożyczka w 15 minut”. Niektórzy nie umieją wyobrazić sobie innej możliwości spłaty zobowiązań niż poprzez znaną już i wypróbowaną pożyczkę. To naprawdę niebezpieczna pułapka.

Nawet z niej można się jednak wydostać. Przede wszystkim należy przestać zaciągać kolejne zobowiązania. Żadnych więcej długów! To przecież takie proste. Chociaż chyba jednocześnie bardzo trudne – bo skąd brać pieniądze?

Rezygnacja z długów oznacza także zaprzestanie korzystania z karty kredytowej. Najlepiej jest ją przeciąć nożyczkami. Niech nie kusi!

oszczędzanie

Kolejnym krokiem jest sprzedaż mienia. Jak to ładnie zostało ujęte na czwartkowej konferencji – ma to być tak intensywna wyprzedaż, żeby dzieci i pies chowały się w obawie, że będą następne. Jeżeli jesteś poważnie zadłużony, nie musisz jeździć drogim samochodem. Nawet nie powinieneś. Przecież w ten sposób nie wywiązujesz się ze swoich obowiązków wobec wierzyciela ani – co równie ważne, jeżeli nie ważniejsze – wobec swoich bliskich. Życie ponad stan i pakowanie się w pułapkę kredytową może pewnego dnia uniemożliwić Ci sfinansowanie studiów dzieci albo uzależnienie się od rodziny na emeryturze (bo chyba nie wierzysz, że utrzymasz się ze świadczeń z ZUS).

Następnie warto przeanalizować dochody i wydatki oraz spróbować zwiększyć te pierwsze i zmniejszyć te drugie. Nadgodziny? Dodatkowa praca? Świetny pomysł! Nowe meble? Trochę gorzej. Pamiętaj: nie jesteś na zero. Jeżeli nie jesteś w stanie uregulować swoich zobowiązań finansowych, masz gorszą pozycję niż student, który całą kwotę otrzymaną od rodziców przejada i przepija. On co miesiąc zaczyna od nowa (chyba, że też już odkrył urok pożyczek). Ty nie masz tego komfortu.

Każda para szpilek, każdy obiad na mieście oddala Cię od celu, który powinien być – jeżeli nie najważniejszy – to najpilniejszy, czyli odzyskanie wolności finansowej.

Taka walka nie jest lekka. Stanowi próbę charakteru – nie każdy potrafi narzucić sobie taki reżim z dnia na dzień. Poza tym jest to też ogromny stres dla rodziny i dla związku. Nadgodziny, rezygnacja z wakacji, często praca w weekendy – to nie sprzyja szczęściu rodzinnemu. Dlatego ważne jest, aby walka z długami stanowiła wspólne przedsięwzięcie.

Pieniądze otrzymane i zaoszczędzone w ten sposób należy w pierwszej kolejności przeznaczyć na postawowy fundusz bezpieczeństwa. Nie, nie na spłatę raty. Dlaczego tak? Dlatego, że jeżeli zdarzy się nagły wypadek (zepsuje się lodówka, zwolnią Cię z pracy itd.), możesz od razu podjąć jakieś działania bez zaciągania kolejnego kredytu. A jeżeli kot skoczy Ci na choinkę i zrujnuje Gwiazdkę, nie będziesz musiał dzwonić po uśmiechniętą panią z Providenta (nie mogę znaleźć tej reklamy sprzed chyba dziesięciu lat, ale do dzisiaj ją szczegółowo pamiętam).

Po uzbieraniu takiej awaryjnej kwoty (np. 2 000 zł) bezzwłocznie zabierz się za właściwą walkę z długiem. Jeżeli masz ich kilka, na celownik weź najpierw ten najmniejszy. Dlaczego nie największy? Walka z długami od najmniejszego do największego pozwala na szybkie pokonanie jednego z przeciwników, co przyniesie Ci satysfakcję i doda sił do działania. Ponadto będziesz miał o jedną ratę miesięcznie mniej do spłacenia, co pozwoli ci szybciej spłacić pozostałe zobowiązania.

Zarabiam… i co dalej?

W finansach osobistych mamy do czynienia z trzema typami osób. Pierwszy z nich to osoby, które wydają więcej, niż zarabiają. Życie ponad stan bardzo szybko może skutkować wyżej opisanym scenariuszem. Warto zauważyć, że w ten sposób często żyją osoby z dobrym wykształceniem i świetnie płatną pracą. Kupowanymi na kredyt samochodami, zegarkami i innymi symbolami luksusu chcą podkreślić swój status społeczny, którego w rzeczywistości nie mają. Przecież specjalistę w pracy szanuje się za dobrze wykonane zadanie. Biznesmena szanuje się za to, że umiejętnie i etycznie zarabia i daje zarobić innym mimo utrudnień administracyjnych i podatkowych. A czy można kogokolwiek szanować za to, że żyje na pokaz i spełnia cudze oczekiwania za nieswoje pieniądze?

Kolejną grupą są osoby, które wydają tyle, ile zarabiają. Przejadają całą wypłatę. Są na zero jak wspomniani wyżej studenci, rozpoczynający każdego miesiąca od nowa. Wystarczy jedno potknięcie, takie jak utrata pracy, a ich życie wywraca się do góry nogami.

Po przejrzeniu kilku różnych artykułów z ostatnich lat, dotyczących oszczędności Polaków, nasuwa się wniosek: większość Polaków nie oszczędza w ogóle i twierdzi, że jest to spowodowane niskimi zarobkami.

Jeżeli również uważasz, że zarabiasz za mało, żeby oszczędzać, a nie musisz wykarmić szcześcioosobowej todziny za minimalną pensję krajową, mam dla Ciebie dobrą wiadomość: oszczędzanie jest dla Ciebie!

Zauważ prostą zależność: jeżeli nie jesteś w stanie rozsądnie (tj. przyszłościowo) gospodarować małymi kwotami, to dlaczego miałbyś lepiej sobie radzić z większymi zarobkami? Jeśli nie trzymasz się pewnych zasad, pieniądze zawsze się rozejdą, po prostu wydasz ich więcej.

Z radością zapraszam Cię więc do ostatniej grupy – ludzi, którzy wydają mniej, niż zarabiają.

To dużo prostsze niż myślisz. Każdy ma swój sposób na oszczędzanie. Ja utworzyłam sobie konta oszczędnościowe o różnych nazwach. Możesz ustalić, że na konto „emerytalne” przelewasz np. 15 % wartości każdego wpływu na rachunek rozliczeniowy, inna kwota idzie np. na konto „wakacyjne” itd.

Ważne jest też opracowanie budżetu domowego, dzięki któremu wiadomo, gdzie „rozpływają się” pieniądze. Im więcej wiesz na temat struktury własnych wydatków, tym lepiej. Dobrym pomysłem oprócz przeznaczenia określonych kwot na stałe, comiesięczne wydatki (np. żywność) jest też podliczenie kwoty potrzebnej na różne spodziewane, ale nieregularne zakupy (np. buty zimowe, prezenty gwiazdkowe itd.). Roczną sumę takich wydatków podziel przez 12 i co miesiąc odkładaj tę część. Dzięki temu Gwiazdka już więcej nie zaskoczy Twojego portfela!

Po zebraniu równowartości kwoty potrzebnej Ci do życia przez około pół roku stwórz z niej poduszkę finansową. Jest to fundusz awaryjny podobny do tego, który opisywałam wyżej. Tę kwotę zatrzymaj na koncie oszczędnościowym lub przelej na krótkoterminową lokatę, z której bez problemów i strat będziesz mógł wycofać pieniądze w razie nagłej potrzeby.

Jeżeli będziesz miał takie zabezpieczenie finansowe, dużo łatwiej przyjdzie Ci powalczyć o większe dochody (np. poprzez zmianę miejsca pracy). Możesz przecież pozwolić sobie na kilka miesięcy szukania nowego pracodawcy albo – w pewnych warunkach – na założenie własnego biznesu. Na pewno nie umrzesz z głodu za dwa miesiące.

Następnym krokiem jest nadpłata kredytu hipotecznego (jeżeli go masz). Nie mówię tu o spłacie całości w trzy lata zamiast w trzydzieści – chyba, że masz takie możliwości finansowe. Jednak zmniejszająca się kwota do zapłaty (a wiadomo, że kredyt hipoteczny to nie pożyczka na 500 zł) z pewnością zmniejsza stres związany z zaciągnięciem tak olbrzymiego zobowiązania i może się okazać bardzo opłacalna. Im szybciej pozbędziesz się tego ciężaru, tym lepiej – zwłaszcza, że Twoja sytuacja finansowa za trzydzieści lat jest nie do przewidzenia.

Po zaoszczędzeniu większej sumy (oprócz poduszki finansowej) warto zastanowić się, jak najlepiej zainwestować te pieniądze. Nie od dziś wiadomo, że nie ma jednej najlepszej formy lokowania kapitału. Warto jednak zastanowić się nad dywersyfikacją oszczędności, czyli ulokowaniem ich w różnych produktach finansowych i innych dobrach. Zysk jest ważny, ale minimalizacja ryzyka straty – jeszcze ważniejsza.

Z dużą dozą ostrożności podchodź do wszelkich doradców, którzy wiedzą lepiej od Ciebie, w co masz zainwestować zarobione ciężką pracą pieniądze. Jeżeli twierdzą, że znają łatwą i przyjemną receptę na szybkie pomnożenie oszczędności, to powinni sami z niej skorzystać i cieszyć się życiem, a nie pracować osiem godzin w tygodniu. Dotyczy to szczególnie inwestowania na giełdzie. Częste kupno i sprzedaż papierów wartościowych, wywołane wahaniami rynku, w dłuższej perspektywie wcale nie jest opłacalną strategią inwestora. Od tych operacji pobierane są opłaty, z których przecież żyją pracownicy domów maklerskich. Dlatego też w ich interesie będzie nakłanianie Cię do jak najczęstszego dokonywania takich operacji.

Oszczędzanie i inwestowanie… ale po co?

Po co oszczędzać ponad półroczną poduszkę finansową?

Zaoszczędzone pieniądze (albo ich część) możesz wydać na spełnianie marzeń. Ale nie takich, jakie mógłbyś realizować z miesiąca na miesiąc, z części pensji nieprzeznaczonej na Twoje utrzymanie. Lubisz podróże? Nie leć na Majorkę na weekend. Zaoszczędź na miesiąc spędzony w dalekim, egzotycznym kraju! (W tym przypadku wyprawa może okazać się względnie tania, bo największym kosztem będą bilety na drugi koniec świata.) Możesz też pozwolić sobie na rzeczy, które inni kupują, posiłkując się sporym kredytem.

Żyć należy tu i teraz, spełniając marzenia, a nie tylko o tym marząc, przekładając to na wieczne jutro. Jednak niech realizacja takich planów nie przesłoni Ci konieczności dbania o Twoją finansową przyszłość. Jeżeli masz dzieci, zapewne spodziewasz się wysokich kosztów ich edukacji, jeżeli będą chciały iść na studia. Dlaczego nie przygotować się do tego już dziś?

Bardzo ważnym wydatkiem, o którym Polacy zdają się nie pamiętać, będzie też utrzymanie na emeryturze. Nie, nie licz na ZUS. Nawet jeżeli utrzyma się jeszcze przez kilkadziesiąt lat, a wiek emerytalny nie zostanie podniesiony o kolejne kilka lat, z otrzymywanej kwoty będziesz zapewne mógł opłacić co najwyżej leki, których na pewno będziesz potrzebował jako prawie siedemdziesięciolatek. Regularne oszczędzanie może uchronić Cię od takiej sytuacji.

A gdyby tak przejść na emeryturę… wcześniej?

Według uproszczonych obliczeń przedstawionych na konferencji, i to jeszcze po moim uproszczeniu, jeżeli w wieku trzydziestu lat zaczniesz odkładać 3 200 zł miesięcznie, po dwudziestu latach będziesz mógł przejść na własną „emeryturę”. Przy wypłacaniu kwoty 5 000 zł miesięcznie na tej emeryturze spokojnie dożyjesz stu lat! Oczywiście założenia tych obliczeń są mocno uproszczone, ale chodzi o sam komunikat: oszczędzaj od dziś, a za dwadzieścia lat zgromadzisz kapitał, który pozwoli Ci komfortowo przeżyć kolejne pięćdziesiąt lat! I to przy założeniu zaledwie 4 % odsetek od kapitału rocznie. (Wyobraź sobie więc zysk instytucji finansowych w skali wielu lat, przy dużo większym oprocentowaniu udzielanych przez nie kredytów…) Dodatkowo po upłynięciu 17 (prawdopodobnie) lat na takiej self-made emeryturze dostaniesz dodatek w postaci kilkuset złotych „państwowej” emerytury! O ile będzie jeszcze istniała instytucja, która o to zadba.

oszczędzanie

Edukacja to podstawa

Przyznaj, że oszczędzanie i dbanie o finanse osobiste wcale nie jest skomplikowane, choć wymaga pewnej siły charakteru i konsekwencji. Dlaczego więc tak wielu Polaków nie ma w ogóle oszczędności, a tylko długi?

Niestety nikt nie uczy młodego pokolenia tego, jak planować własne wydatki. A przecież to nawet ważniejsza wiedza niż to, jak wypełnić PIT (nauczyłam się sama) albo jak wybrać sposób opodatkowania (dzwoniłam wczoraj na infolinię i w sumie wiem mniej, niż wcześniej). Ale pamiętam, że 59 % powierzchni Austrii zajmują Alpy (chociaż teraz Wikipedia twierdzi, że 62 %… widocznie spiętrzanie wciąż w toku!) i że stolica Wysp Św. Tomasza i Książęcej to Sao Tome, z jakimiś portugalskimi akcentami.

Czego młodzież może nauczyć się od zadłużonych rodziców? Albo tego, żeby unikać długów (ale nie tego, jak to robić), albo – co gorsza – że nie ma nic złego w kupowaniu dóbr konsumpcyjnych na kredyt. Z pewnością dużym problemem naszego społeczeństwa jest to, że „urządzanie żniw przed zasianiem zboża” wydaje się być normalnym i bezpiecznym postępowaniem.

Na szczęście panowie wymienieni we wstępie odwalają kawał dobrej roboty po to, żeby zwiększać świadomość finansową naszego społeczeństwa. Na prowadzonych przez nich blogach znajdziesz setki (a nawet tysiące) wartościowych i merytorycznych artykułów, dotyczących rozsądnego korzystania z ofert banków, wychodzenia z długów, tworzenia domowego budżetu, gromadzenia oszczędności oraz ich skutecznego inwestowania. A co najważniejsze, każdy z nich jest gotów w jakiś sposób pomóc Ci w zarządzaniu Twoimi finansami osobistymi.

Jeśli zainteresował Cię ten wpis, koniecznie zajrzyj na blogi wymienionych wyżej profesjonalistów. Jeżeli wpis nie wydał się ciekawy, ale tematyka już tak – również zapoznaj się z ich artykułami. Oni piszą o tym znacznie lepiej!

Niniejszy post to jedynie wyjątkowo uproszczony zbiór podstawowych informacji o finansach osobistych. Jestem przekonana, że bez kontroli nad własnym budżetem oraz choćby minimalnego zabezpieczenia finansowej przyszłości nie można żyć spokojnie i beztrosko. Wierzę, że nawet zaznaczenie tego problemu może wzbudzić Twoje zainteresowanie tym tematem, któremu poświęca się zbyt mało uwagi. Być może w rezultacie zaczniesz inaczej rozwiązywać swoje problemy finansowe, a może znajdziesz sposób, aby pomóc komuś bliskiemu?

Zdjęcia: Amber Case, Nancy

Podziel się!
Facebook
Google+
Google+
RSS
Newsletter
SHARE

Podobne wpisy

6 odpowiedzi do artykułu “Oszczędzanie a spokojny sen

  1. Paweł

    Mi zapadło przede wszystkim jedno stwierdzenie Marcina Iwucia.

    „Miłość nie jest ważniejsza od pieniędzy, od jedzenia też nie. Ale spróbuj przez tydzień nie jeść i zobacz jak to będzie z Twoim kochaniem.”

    Piękne sedno 🙂

    1. wolnomi Autor

      Pieniądze nie są ważniejsze od miłości, tak to chyba szło 🙂 Tak czy inaczej, prezentacje oraz rozmowy z blogerami i uczestnikami stanowi dla mnie potężną dawkę inspiracji i motywacji!

  2. Paweł K.

    Świetna konferencja!
    Doskonale wyciągnięta esencja, jak będzie podcast to dorzuć go do artykułu.
    Komplet będzie stanowił bardzo dobre źródło wiedzy, którym aż chce sie edukować znajomych.

    P.S. Mam nadzieje ze zdążyliście na pociąg 😉

    1. wolnomi Autor

      Na szczęście w studenckich czasach „zainwestowałam” w czerwone (a właściwie malinowe) szpilki, które były bardzo drogie i nie za bardzo miałam gdzie w nich chodzić. Więcej się nie skuszę, bo przecież jedną parę już mam – prawie nieużywaną 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *