Piwo – polska sprawa narodowa

Znane było już starożytnym Sumerom i Egipcjanom. Również średniowieczni mnisi nie wyobrażali sobie bez niego życia. W dawnej Polsce uważane za zdrowsze od wody i pożywne jak chleb. Dzisiaj wraca do łask pod postacią piwa rzemieślniczego. Bo cóż lepszego w taki upał, jak dziś?

Niefiltrowane początki

Po raz pierwszy złocisty trunek – w postaci zupełnie innej niż dzisiejsza – prowdopodobnie zaczęli warzyć Sumerowie. Do jego produkcji używali pszenicy i jęczmienia oraz dodatków w postaci miodu, owoców i przypraw. W związku z brakiem filtracji wywar pito przez trzcinowe rurki.

W Europie piwo zyskało ogromną popularność, pomijając basen Morza Śródziemnego, gdzie królowało wino. Najwięcej warzono go w klasztorach. Spożycie lekkiego piwa nie było uważane za grzech, o ile nie wykraczało poza limity ustalone regułą danego zakonu. Zdarzało się, że piwo było jedynym dozwolonym posiłkiem podczas Wielkiego Piątku.

Daj, ać ja pobruszę, a ty podaj mi piwo

Może to dziwić, ale piwo w średniowieczu nie było pite głównie w celu poprawy humoru lub sprawienia sobie przyjemności. Warzone piwo z pewną ilością alkoholu miało mniej bakterii od wody, natomiast chmiel i różne zioła dodane do napoju cechowały się właściwościami leczniczymi. Piwo było więc przeznaczone dla wszystkich grup społecznych. Na to, że stanowiło oczywisty sposób na zaspokojenie pragnienia, świadczy jego nazwa, mająca bezpośredni związek z czasownikiem „pić”.

Również na ziemiach polskich piwo było znane i lubiane. Wzmianki o złocistym napoju pojawiają się w kronikach Galla Anonima oraz Jana Długosza. W późnym średniowieczu palmę pierwszeństwa w browarnictwie przejęły miasta, które dzięki regulacjom prawnym zapewniały odpowiednią jakość trunku.

Sytuacja ekonomiczna kraju w XVI wieku, spowodowana brakiem rynków zbytu dla zboża w związku z wojną trzydziestoletnią, spowodowała spadek popularności piwa. Ludność zaczęła produkować tańszą wódkę, a znane i dobre piwa z browarów miejskich straciły klientów na rzecz gorszych, ale tańszych piw fowarcznych. Nie bez znaczenia pozostaje też rola mody na importowane wina oraz – zwłaszcza za panowania Sasów – piwa z Europy Zachodniej.

Pijcie piwo z państwowych browarów!

Tak głosiły plakaty w czasach PRL. Po II wojnie światowej władze odnowiły i zmodernizowały część browarów, które nadawały się do użytku. W efekcie tych działań oraz intensywnej kampanii spożycie piwa w Polsce w 1987 roku wynosiło 36 litrów na mieszkańca. Dla porównania, w roku 1939 liczba ta wynosiła jedynie 4,2 litra.

Po przemianach ustrojowych wiele z tych browarów zostało sprywatyzowanych. Popularne marki polskich piw należą obecnie do międzynarodowych koncernów, często bez udziału polskiego kapitału.

Wraca moda na piwo

Na początku dwudziestego pierwszego wieku, mimo intensywnych kampanii reklamowych czołowych polskich producentów piwa, piwosze zaczęli twierdzić, że jakość złocistego trunku się pogarsza. Co więcej, wiele znanych marek zostało wykupionych przez międzynarodowe koncerny, przez co – nie wiadomo, czy naprawdę, czy z powodu autosugestii klientów – popularne piwa zaczęły smakować tak samo.

Na szczęście natura nie znosi pustki i pojawiły się różnorodne piwa pochodzące z browarów rzemieślniczych i regionalnych. Co oznacza to dla przeciętnego konsumenta?

Po pierwsze, mamy szansę zapoznać się z różnymi rodzajami piwa. Na rynek trafiły zarówno zapomniane, a dawniej popularne w Polsce gatunki, jak i piwa inspirowane najlepszymi tradycjami Europy Zachodniej. Pojawiły się również połączenia z dodatkami (np. z miodem lub owocami).

Po drugie, wspieranie lokalnych browarów prowadzi do utworzenia się konkurencji. Piwa rzemieślnicze to obecnie ok. 5-10 % rynku. Mało? Kilka lat temu nie było ich wcale, a najlepsze dopiero przed nami! Nie da się zaś ukryć, że im większa konkurencja na rynku, tym lepsza sytuacja konsumenta.

Po trzecie, odkrywamy, że piwo da się lubić. Oczywiście większość mężczyzn stwierdzi, że piwa nie da się nie lubić. Przypominam sobie jednak moje studenckie czasy, kiedy wybór piwa w pubie ograniczał się do „Lech, Tyskie, Żubr”. Prosiłam o jakiekolwiek, z podwójnym sokiem. A że sok też był niesmaczny, to najczęściej kończyło się na drinku. Koledzy twierdzili wtedy, że jako kobieta nie potrafię docenić prawdziwego smaku piwa. Okazuje się, że potrafię. Tylko zależy od piwa.

Po czwarte, piwo może stać się polskim towarem eksportowym, podobnie jak wódka. Myślę, że osiągnięcie odpowiedniej renomy na skalę europejską (czyli cofnięcie się do średniowiecza) zajmie nam wiele lat. Ale cieszę się, że Polacy nie rzucają się już na Budweisera ani Złotego Bażanta jak na coś wyjątkowego. Przeciwnie, turyści odwiedzający Polskę mogą sami się przekonać, że mamy dobre piwo. Dużą rolę odgrywają tutaj browary restauracyjne.

I po piąte, możesz pochwalić się przed znajomymi piwem z Twojej okolicy. Przyznam, że każda butelka Noteckiego lub Nakielskiego smakuje mi lepiej właśnie z powodu wspomnień i dumy.

Polskie piwo regionalne - Browar CzarnkówCo dalej?

Zgodnie z przewidywaniami polskie piwa rzemieślnicze i regionalne trafiają do coraz większej liczby odbiorców. Mimo że sam rynek piwny pod względem ilościowym jest już nasycony, to konsumenci coraz częściej szukają piw smakowych lub specjalnych. Cieszę się, że nie tylko dla mnie liczy się wyjątkowy smak oraz miejsce pochodzenia piwa. Coraz więcej Polaków jest w stanie zapłacić więcej za produkt lepszej jakości. Wybór piwa regionalnego może też nie być jednorazową odskocznią od klasycznego czteropaku produktów koncernowych. Podczas ostatniego grilla, na jakim miałam przyjemność gościć, zauważyłam, że na stole przeważały lokalne marki. Nawet nieliczne piwa koncernowe odznaczały się napisami „IPA” lub „APA”.

Czyżby więc kończyła się moda na klasyczne „eurolagery”?

Oby tak.

Zdjęcia: Quinn Dombrowski, skoczek

Podziel się!
Facebook
Google+
Google+
RSS
Newsletter
SHARE

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *