Rower miejski: dwa kółka dla każdego!

Poruszanie się rowerem po mieście przynosi korzyści każdemu: podróżujący dba o zdrowie i formę, mieszkańcy nie martwią się zanieczyszczeniem powietrza ani hałasem, inni uczestnicy ruchu nie stoją w korkach, a władze (czyli społeczeństwo!) liczą na mniejszy koszt utrzymania i remontów infrastruktury drogowej. Nie każdy może jednak sobie pozwolić na własne dwa kółka. Najczęściej problemem okazuje się brak dogodnego i bezpiecznego miejsca do przypinania roweru na noc. Na szczęście coraz więcej miast decyduje się na stworzenie systemu wypożyczania bicykli.

Zaczęło się w Amsterdamie

Idea rowerów dostępnych dla każdego powstała już w latach 60. Luud Schimmelpennink, działacz związany z grupą Provo, zaproponował zamknięcie centrum Amsterdamu dla wszystkich pojazdów silnikowych oprócz środków transportu publicznego oraz taksówek. Jednocześnie miasto miałoby zakupić dziesiątki tysięcy białych rowerów do użytkowania przez mieszkańców i turystów. Pomysł został odrzucony przez władze. Działacze przemalowali na biało 50 rowerów i rozstawili je w mieście.

Co ciekawe, policja zebrała pojazdy i oddała je organizatorom akcji, gdyż prawo zabraniało pozostawiania niezabezpieczonych rowerów w miejscach publicznych. Ostatecznie rowery zostały wyposażone w zamki szyfrowe, a szyfry namalowano na ramach pojazdów.

Rowerem po Krakowie

Rowery do wypożyczenia rozpędziły się na początku obecnego stulecia, w związku z rozwojem odpowiednich technologii. W 2008 roku pierwszy w Polsce rower miejski pojechał ulicami Krakowa. Prezentacji systemu dokonał Tomasz Zwoliński z Biura Infrastruktury Miasta:

Moda na rower miejski

Idea bike-sharingu przyjęła się w Polsce doskonale. Wystarczy spojrzeć na mapę systemów wypożyczania rowerów lub na ulice polskich miast, gdzie nie sposób nie zauważyć pojazdów z napisem „rower miejski”.

Ogromną zaletą jest niski koszt wypożyczenia (zazwyczaj 1-2 złote za godzinę). Co więcej, pierwsze dwadzieścia minut jest gratis. Krótsze podróże nie kosztują więc nas ani grosza. Na upartego można też za darmo przejechać całe miasto, zmieniając rowery w napotkanych stacjach.

Lokalizacja punktów wypożyczeń jest konsultowana z mieszkańcami. Dzięki temu stacje znajdują się w centrach miast, w punktach przesiadkowych, ale również przy parkach, jeziorach i innych miejscach wypoczynku. Rower miejski może więc być zarówno sposobem na codzienny dojazd do pracy lub na uczelnię albo też jednym z elementów przyjemnego niedzielnego popołudnia, spędzonego na łonie natury.

Rower miejski VeturiloSystem jest dostępny dwadzieścia cztery godziny na dobę, co w połączeniu z obowiązkowym oświetleniem, w jakie jest wyposażony każdy rower miejski, stanowi wygodną alternatywę wobec nocnej komunikacji miejskiej. Oczywiście nie dotyczy to powrotów z zakrapianych imprez.

Fantastyczna wydaje mi się możliwość wypożyczenia pojazdu w innym mieście, gdzie system jest obsługiwany przez tego samego operatora. Mając konto w systemie Poznański Rower Miejski, mogę bez przeszkód korzystać z rowerów czekających na mnie w Bydgoszczy, Wrocławiu lub Warszawie.

Nie może być idealnie

Największym – i chyba dość oczywistym – problemem jest fakt, że przy tak dużej ilości wypożyczeń rowery dość często się psują. Na szczęście operatorzy szybko reagują na wezwania i zabierają pojazdy do naprawy.

Dużym utrudnieniem była dla mnie natomiast awaria świeżo uruchomionej stacji. Korzystałam z niej wielokrotnie w przeciągu dwóch tygodni i prawie zawsze kończyło się na wypożyczeniu przez infolinię, a raz – na spacerze do innego punktu wypożyczeń. W rozmowie z przemiłym panem z obsługi stacji dowiedziałam się, że im więcej nowoczesnych technologii, tym częściej występuje awaria. Również z mojego doświadczenia wynika, że punkty z ekranami dotykowymi generują więcej problemów, niż te z klawiaturą. A przy silnym słońcu w dodatku nie widać, co się wyświetla.

Często miewam również problemy z wyciągnięciem (wyszarpnięciem) roweru z uchwytu lub z odstawieniem go na stację. Czasem rower miejski blokuje się w wykrzywionym (?) uchwycie i nie mogę go zwrócić. Jakość uchwytów zapewne zależy od miasta – widziałam różne systemy połączeń w różnych miejscowościach.

Spotkałam się też z nieprzemyślaną lokalizacją stacji rowerowej (przy dworcu Poznań Główny). Po wynajęciu roweru musiałam wciągać go schodami bez podjazdu na wysokość drugiego piętra. Obok jest winda, nad którą wisi wyraźny zakaz wprowadzania rowerów. Poza tym zapach w jej wnętrzu odrzuca bardziej, niż wspomniany zakaz. Jedyną możliwością normalnej jazdy rowerem w tym miejscu jest skierowanie się na północ, czyli w kierunku przeciwnym, niż zamierzony przeze mnie. Dziękuję, pojadę tramwajem.

I na koniec ostatnia wada, nie do uniknięcia w naszym klimacie: rower miejski to system sezonowy. Zimą przesiądziemy się do cieplejszych i bezpieczniejszych pojazdów. Nawet, jeżeli nie masz oporów przed jazdą po śniegu, miasto nie da Ci wyboru – stojaki w okresie zimowym pozostają puste.

Rower miejski zimąCo dalej?

Zarządcy systemów nie spoczywają na laurach i wprowadzają kolejne nowości. W Warszawie obok normalnej stacji w zeszłym tygodniu pojawiła się pierwsza w Europie – a zapewne i na świecie – stacja rowerków dziecięcych. Lublin promuje jazdę tandemami miejskimi, a Kraków organizuje wycieczki rowerowe dla użytkowników systemu. Do tego dochodzą różne konkursy z rowerem miejskim w roli głównej. Czego chcieć więcej?

Przede wszystkim – większej integracji z systemem komunikacji miejskiej. Już dzisiaj korzystam z wypożyczalni za pomocą zbliżeniowej karty PEKA (Poznańska Elektroniczna Karta Aglomeracyjna). Jednak w celu jazdy rowerem i komunikacją miejską muszę zasilać dwa różne konta. Myślę, że połączenie tych systemów przyniesie użytkownikom same korzyści. Możliwe stanie się zasilenie i sprawdzenie stanu konta w biletomacie. Przyznam, że obecna forma doładowań w moim systemie – zwykły przelew – nie należy do najwygodniejszych.

Tych, którzy chętnie na co dzień korzystają z rowerów miejskich jako alternatywy dla autobusów i tramwajów, z pewnością zainteresowałaby opcja abonamentu – coś w rodzaju biletu sieciowego. Przy ustaleniu górnego limitu jednego wypożyczenia (np. maksymalnie trzy godziny). Oznaczałoby to koniec z nerwowym zerkaniem na zegarek i odliczaniu do dwudziestej lub sześćdziesiątej minuty od momentu odebrania roweru.

Rower miejski to świetna inicjatywa, a wskazane wyżej braki wskazują na to, że dopiero zaczynamy na dobre przygodę z bike-sharingiem. Jestem niezmiernie ciekawa, jak system będzie się sprawował za pięć lub dziesięć lat. Jakich kolejnych innowacji możemy się spodziewać?

Zdjęcia: krakow.bicycles, eepee, Dinah Sanders


Podziel się!
Facebook
Google+
Google+
RSS
Newsletter
SHARE

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *