Wojna na widelce, czyli jak to się zaczęło

W 1986 roku tuż przy Schodach Hiszpańskich w Rzymie zostaje otwarta restauracja sieci McDonalds. Wydarzenie to powoduje protesty mieszkańców miasta. Przeciwnicy pojawienia się symbolu globalizacji i amerykanizacji w samym centrum Rzymu nie mogą jednak nic zdziałać: do restauracji przychodzą nie tylko turyści, rezygnując z włoskich specjałów na rzecz dobrze znanego Big Maca, ale też Włosi, spragnieni nowych doznań smakowych. Obrońcy rodzimej kuchni pod przywództwem Carla Petriniego obierają więc inną strategię: zamiast walczyć z pojawieniem się fast foodów, wspierają świadomość swoich rodaków dotyczącą właściwego żywienia. Tak rozpoczęła się historia ruchu slow food.

McDonald's, Rzym

Na początku było wino

Carlo Pietrini pochodzi z niewielkiego miasteczka o nazwie Bra, położonego w Piemoncie, w prowincji Cuneo. Okolica ta znana jest na całym świecie z barolo – wspaniałego czerwonego wina o bogatym bukiecie i niepowtarzalnym smaku. Nic więc dziwnego, że w 1981 roku Petrini zakłada Wolne i Zasłużone Stowarzyszenie Przyjaciół Barolo. Od siebie mogę w tym miejscu dodać, że każdy przyjaciel barolo jest moim przyjacielem, więc Carlo Petrini już wtedy zasłużył na pełne uznanie.

W 1986 roku w miasteczku Barolo (od którego nazwę wzięło opisane wyżej wino) powstaje Arcigola – organizacja enogastronomiczna, na której czele staje Petrini. Jeszcze w tym samym roku młodej organizacji udaje się wydać pierwszy numer „Gambero Rosso[i]” – czasopisma dotyczącego jedzenia oraz wina. Obecnie jest to najważniejszy włoski magazyn dotyczący tej dziedziny, a jego redakcja publikuje również przewodniki po włoskich winach i restauracjach. Aż trudno uwierzyć, że pierwszy numer miał jedynie osiem stron.

Barolo

Zamek w Barolo – siedziba Muzeum Wina

Świat chce kręcić się wolniej

W związku z opisanym we wstępie otwarciem restauracji McDonalds przy Placu Hiszpańskim w Rzymie Arcigola organizuje akcję protestacyjną. Lokal ten funkcjonuje do dziś. Jednakże Arcigola oraz przyświecające jej idee zostają rozpropagowane przez media. W tym czasie po raz pierwszy pojawia się pojęcie „slow food”. W 1989 roku powstaje Międzynarodowy Ruch Slow Food, którego manifest zostaje ogłoszony w Paryżu.

Do wzrostu popularności ruchu z pewnością przyczyniły się takie wydarzenia z 1986 roku, jak śmierć dziewiętnastu osób we Włoszech w wyniku zatrucia metanolem zawartym w winie czy katastrofa czarnobylska. Ludzie zauważyli konieczność powrotu do życia zgodnie z naturą i do produkcji pożywienia i wina w tradycyjny sposób.

Krótko po spopularyzowaniu idei slow food okazało się, że również w innych dziedzinach życia odczuwamy potrzebę zmniejszenia prędkości. Dzisiaj mamy do czynienia ze slow education, slow parenting, slow technology, slow media, slow gardening, a nawet slow church. Wszystko to łączy się w ideę slow life.

Wyższa jakość, wyższa cena

Ruch slow food w postaci proponowanej przez Carla Petriniego doczekał się krytyki. Luca Simonetti wskazuje, że ruch ten promuje produkty wysokiej jakości, takie jak najlepsze wino i sery. Ich jakość idzie w parze z ceną. Slow food jest więc ruchem przeznaczonym dla elity, która może pozwolić sobie na spożywanie ekskluzywnych produktów. Ten fakt jest sprzeczny z założeniem ruchu, że każdy powinien mieć możliwość jedzenia tradycyjnych potraw, przyrządzonych z lokalnych produktów wysokiej jakości.

Motto Wolnego i Zasłużonego Stowarzyszenia Przyjaciół Barolo brzmiało: „Barolo jest demokratyczne przynajmniej o tyle, o ile może się nim stać”. Cena 25 € za butelkę wina z pewnością nie należy jednak do najniższych. Czyżby więc założenia Petriniego o łatwym dostępie wszystkich ludzi do ich tradycyjnej kuchni w XXI wieku okazały się błędne?

[i] Dosłownie: Czerwona Krewetka. Nazwa czasopisma pochodzi od tawerny Pod Czerwoną Krewetką z Pinocchia.

Zdjęcia: Matt and Cyndi Maxson, Konrad Jagodziński

Podziel się!
Facebook
Google+
Google+
RSS
Newsletter
SHARE

Podobne wpisy

4 odpowiedzi do artykułu “Wojna na widelce, czyli jak to się zaczęło

  1. Ania z Primo

    Na szczęście nie potrzeba kupy kasy, by żywic się naturalnie. Coraz bardziej rozumiem, że głównie potrzeba świadomości, że w tej samej cenie można spotkać na polskich półkach skrajnie różne jakościowo produkty. Czytam etykiety, wiem czego unikać, za co warto płacić a na co nigdy nie wydam złotówki. Slow shopping pasowałby tu idealnie 😉
    Świetnie się to czytało, dzięki!

    1. wolnomi Autor

      Warto również zwrócić uwagę na to, gdzie został wyprodukowany dany produkt. Koszt transportu i magazynowania ma przecież również wpływ na końcową cenę produktu. Poza tym produkty spożywcze i potrawy często najlepiej smakują tam, gdzie zostały wyprodukowane – w konkretnych okolicznościach, wśród zapachów, dźwięków, w okreslonym klimacie… Dlatego w Hiszpanii chętnie zjem chorizo, we Włoszech bresaolę, a w Polsce kiełbasę z domowej wędzarni.

    1. wolnomi Autor

      Cieszę się, że Ty oraz inni ludzie zaczynają przykładać większą wagę do jakości życia i zwalniają tempo! Zapraszam do poczytania również innych artykułów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *